Kapuśniak Kimchi… :)

IMGP4386

Ponieważ ku mojej i mojego męża uciesze, od półtora dnia, mieszkamy w apartamencie z kuchnią, postanowiłam wczoraj zaskoczyć mojego partnera i przygotowałam dla nas kolację. Chciałam, aby to było coś innego od, zresztą bardzo dobrego, jedzenia wietnamskiego i hotelowego, ale bez  iskry w postaci większej ilości i rodzaju używanych przypraw, które my uwielbiamy. I największym minusem jest to, że dania serwowane przez innych nie są przyrządzane samodzielnie, a wtedy nie wiemy, co znajduje się  w środku i czy użyte składniki były świeże i dobrej jakości. Nadchodzą takie dni, że przychodzi tęsknota za smakami polskiej kuchni, czasami tradycyjnymi, a czasami po prostu domowymi i ochota na to, aby samemu gotować, zwłaszcza kiedy się uwielbia to robić i traktuje się gotowanie, jak pasję.

Wczoraj po odwiedzeniu sklepu i sprawdzeniu tego, co dostępne, uruchomiłam wyobraźnię, a wiedząc, że mój mąż uwielbia kapuśniak, wymyśliłam nowe danie, a właściwie zupę łączącą w sobie smaki polskie i azjatyckie, a właściwie tym razem wywodzące się z kuchni koreańskiej. W ten sposób powstał Kapuśniak Kimchi mojego autorskiego pomysłu i nazwie, którą mu sama nadałam.

A co to jest kimchi ?

Kimchi to są po prostu kiszonki, czyli fermentowane warzywa. Można je przygotować z ich różnych rodzajów o czym pisałam już wcześniej w poście  o koreańsko-wietnamskim festiwalu  żywności i kultury https://zycietopodrozblog.wordpress.com/2015/11/30/koreasko-wietnamski-festiwal-zywnosci-i-kultury/. W Korei jest to potrawa bardzo popularna, często traktowana jako przystawka, bądź dodatek do dania głównego. Tak, jak wspomniałam, można je przygotować z różnorodnych warzyw. Najbardziej popularne jest kimchi z kapusty. Wykorzystuje się w tym celu jej pekińską odmianę. Jednakże jest robione także z cebuli, pora, ogórka, rzodkwi i innych warzyw sezonowych, które poddaje się kiszeniu, pozwalając im fermentować. Oryginalnie, aby proces ten zachodził naturalnie, kiszonkę umieszcza się w glinianym naczyniu i zakopuje w ziemi. W naszych domowych warunkach można przechowywać, po kilku dniach odstania w cieple, w lodówce. Ja do mojego przepisu użyłam świeżo pakowanego kimchi ze sklepu, którego skład to kapusta pekińska, por, marchew, chili, czosnek, imbir oraz sos rybny, sól morska i cukier.

IMGP4359

Składniki na zupę Kapuśniak Kimchi:

  • główka kapusty białej,
  • 250 g kimchi z kapusty pekińskiej
  • marchewka ( u nas używana w dużych ilościach),
  • pietruszka,
  • seler,
  • ziemniaki,
  • cebula,
  • chili świeże,
  • imbir,
  • pomidory świeże,
  • koperek.

Mięso:

  • udka z kurczaka,
  • boczek wędzony.

Przyprawy:

  • sól morska,
  • pieprz,
  • pieprz cayenne,
  • ziele angielskie,
  • liść laurowy,
  • majeranek, który powinien być, ale nie udało mi się go wczoraj kupić,
  • miód.

Wykonanie:

Mięso z kurczaka wkładamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy zdejmując powstałe burzyny. Było ich niewiele i do tego bielutkie, gdyż mięso w Wietnamie jest dobrej jakości. Gotując na małym ogniu dodajemy odrobinę boczku wędzonego, warzywa ( marchew, pietruszka, seler, świeże chili z pestkami jak ktoś lubi pikantnie, albo bez jeśli ktoś preferuje łagodniejszą wersję ) i przyprawy ( sól morska, pieprz, pieprz cayenne, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek ), w takich ilościach, jak lubimy. Kiedy mięso lekko zmięknie wyciągamy i rozdrabniamy na małe części, w tym czasie dokładając do garnka ziemniaki pokrojone w kostkę, a następnie stopniowo białą kapustę, kimchi i świeżo pokrojone pomidory. Dokładany mięsko, które wcześniej rozdrobniliśmy. Wszystko możemy jeszcze raz doprawić jeżeli jest za mało słone, czy też nie wystarczająco pikantne i dokładamy miód, który doda pysznej słodkości zupie. Cały czas gotując zupę, na patelni podsmażamy boczek wędzony z cebulką i okraszamy nim ją. Danie jest gotowe.

Zupa Kapuśniak Kimchi to pożywna, pełnowartościowa i sycąca potrawa. Wybornie smakuje od razu, a jeszcze lepiej odstana i odgrzewana, kiedy połączą się w niej wszystkie smaki: kwaśny, pikantny i słodki. Przed podaniem posypujemy świeżo pokrojonym koperkiem.

IMGP4395

Mój mąż był zachwycony racząc się Kapuśniakiem Kimchi w czasie kolacji i uwierzcie nie skończyło się na jednej porcji, a nie jest łatwo go zadowolić, gdyż sam doskonale gotuje. A i dla mnie nowa zupa była rozkoszą dla podniebienia.

Szczęśliwa, że mogę  znów gotować sama, czy też myślę, że za chwilę z moim mężem, który zapewne dołączy do mnie w wolnym czasie zachęcam Was Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy do próbowania, eksperymentowania, łączenia smaków i zabawy z gotowaniem w kuchni i nie tylko w niej oraz radosnego biesiadowania.

 

Fenomen Phó…

I znów przed nami nowy dzień. Wchodzę w niego z radością i wdzięcznością oraz chęcią pisania. Choć za oknem nieco ponuro i niedawno przestało padać ja pozytywnie patrzę na świat i napiszę dziś o Phó, gdyż doskonale pasuje ona do takiego dnia jak dzisiaj.

Przebywając w Wietnamie, zwłaszcza w Hanoi, czy też na północy kraju, może nasunąć się myśl, że apetyt na Phó, to apetyt na życie w wietnamskim wydaniu. A co to jest Phó? Jest to dla wielu Wietnamczyków podstawowe danie każdego dnia. Phó to zupa, która króluje na ulicach Hanoi i w wielu domach.

IMGP2591

Ludzie tutaj mieszkający spożywają ją bardzo często, a teraz w porze chłodnej gości na niektórych stołach trzy razy dziennie. Niektórzy, gdy pytam o fenomen zupy Phó śmieją się, że można jeść ją na śniadanie, na obiad i kolację, i faktycznie są tacy, którzy tak czynią. Podaje się ją jako samodzielne danie lub w połączeniu z innymi potrawami. Ja osobiście po zjedzeniu jednej miski czuję się najedzona 🙂 Co prawda zupę gotuje się nawet ponad dwie godziny, ale warto, gdyż jest niezwykle aromatyczna, pożywna i smaczna. Kiedy spaceruje się uliczkami Hanoi czuje się jej bliskość, gdyż pachnie z daleka. Banery zachęcają do jej skosztowania tak, jak ten poniżej, a mnie wciąż zadziwia popularność i fenomen tejże zupy.

IMGP2205

Phó to tak jak w Polsce rosół, z tym, że jedzony bardzo, bardzo często. Każda gospodyni i każdy kucharz mają swoje sposoby przygotowania i swoje sekrety. Można ją przyrządzić na bazie wołowiny – Phó Bò, lub z kurczaka – Phó Gà.

Podstawowe składniki potrzebne do ugotowania i podania zupy Phó to przede wszystkim mięso wołowe lub z kurczaka w zależności od przyrządzanego jej rodzaju. Ponadto woda :), sos rybny, imbir, gwiazdeczki anyżku, laski cynamonu, papryczka chili, cebulka, czosnek i makaron ryżowy. Każda gospodyni, czy kucharz wykorzystuje wszystkie z tych składników lub też tylko niektóre z nich. Ponadto niezbędny jest makaron ryżowy, limonka i zioła takie jak kolendra, bazylia, mięta, czasami szczypiorek i kiełki fasolki mung.  Opcjonalnie sól i pieprz.

Mięso zalewa się zimną wodą i zagotowuje zdejmując łyżką cedzakową szumowiny, które powstają w tym czasie. Następnie cebulkę, czosnek, imbir,  a także inne wybrane przez nas dodatki takie jak anyżek, cynamon, przyrumieniamy na patelni i dodajemy do gotującego się na wolnym ogniu wywaru. Niektórzy wrzucają je bezpośrednio do niego. Dodajemy również papryczkę chili i sos rybny. Kiedy mięso jest miękkie kroimy je na malutkie kawałeczki i wkładamy do zupy z powrotem pozbywając się na ogół kości. Części wołowiny bez kości również rozdrabniamy. W jednym miejscu zdarzyło się, że jadłam Phó Gà z całymi kawałkami mięsa kurczaka i kośćmi także można i tak ją jeść, ale nie jest to zbyt wygodne. Pod koniec gotowania zupy przygotowujemy makaron ryżowy. Łączymy go z aromatyczną zupą, a następnie posypujemy świeżymi ziołami wedle uznania. Ja osobiście uwielbiam świeże zioła w Wietnamie, choć niektóre z nich, tak jak np.: kolendrę, używam z umiarem. Obok miski z Phó ustawia się zawsze limonkę do zakwaszania zupy, a także często drobno pokrojoną papryczkę chili czerwoną i zieloną, pikantną pastę  lub opcjonalnie sól i pieprz. Następnie nie pozostaje nic innego, jak wziąć w dłonie pałeczki i łyżkę, bo w Wietnamie tak się je zupę, i rozkoszować się tą smaczną, aromatyczną, rozgrzewającą oraz niezwykle lekkostrawną zupą.

IMGP2593

Celowo nie pisałam proporcji i ilości w jakiej należy używać poszczególnych składników, gdyż uważam, że każdemu z nas będzie smakowało inne połączenie. Najlepszą drogą, aby odnaleźć to, co będzie odpowiadało naszym kubkom smakowym, będzie próbowanie i znalezienie swojego smaku zupy Phó.

Ja osobiście najbardziej lubię Phó Bó ze świeżymi ziołami, limonką i odrobiną świeżej papryczki chili, a gdy już znajdę idealne połączenie składników według mnie to na pewno podzielę się tym z Wami Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy.

Tymczasem życzę Wam wszystkim udanego weekendu i  różnych smakołyków na Waszych stołach 🙂

Wietnamska kawa i smok…

Wczoraj pisałam o wietnamskiej zielonej herbacie, a dziś dla równowagi o kawie.  Można od razu czytając tytuł zapytać, co ma wspólnego kawa ze smokiem? Otóż w Wietnamie ma. Wiele legend jest tutaj powiązanych ze smokiem, a jedna z nich dotyczy też kawy. Głosi ona, że tam gdzie pojawia się smok lub obecnie taniec smoka, który ma bardzo długa tradycję i odbywa się przy rytmach bębnów, gości szczęście, dobrobyt i właśnie kawa. Jest ona utożsamiana z dobrym życiem.

Wietnam poza herbatą jest znany również, a może przede wszystkim, z kawy.  Gdy odwiedzaliśmy południe a nawet okolice powyżej Ho Chi Minh, czyli Sajgonu, mieszkańcy przedkładali ją nad tradycję picia zielonej herbaty. Wielu z nich raczyło się kawą.  Z moich obserwacji mogłabym raczej śmiało wyciągnąć wniosek, że Hanoi i północ to zielona herbata, a Ho Chi Minh i południe to kawa.

Wietnam zajmuje drugie miejsce na świecie pod względem eksportu kawy. Niektóre źródła podają, że Robusty pierwsze. Plantacje kawy znajdują się w różnych rejonach. Przeważają jednak rejony górskie położone w centralnych prowincjach Wietnamu. Należą do nich między innymi Dak Lak, Lan Dong, Gia Lai i Kon Tum, ale i inne miejsca. Ja sporo krzewów kawy widziałam również w prowincji Dak Nong. Ziarna kawy zerwane przeze mnie  prosto z drzewka, o barwie czerwonej, były słodkie.

IMAG2042

Wietnamczycy uprawiają różne rodzaje kawy. Jednakże najbardziej popularna jest Robusta i Arabica ( Moka i Catimor ). Występuje także Cherii i inne rodzaje, ale nie są one, jeśli chodzi o eksport, tak popularne, więc i rzadziej uprawiane przez plantatorów.

Wietnamczycy piją kawę na różne sposoby. Często bardzo mocną zaparzaną w metalowym filtrze zwanym Phin, który jest wszechobecny w domach, jak i na ulicy. Składa się  on z czterech elementów:

_IGP2932

Piliśmy taką bardzo, bardzo mocną ze znajomymi odwiedzając prowincję Dak Nong i była nad wyraz intensywna. Nawet podawana ze skondensowanym mlekiem pozostawała nadal mocna, jak twierdziła koleżanka. Cały tygielek prezentuje się tak:

_IGP2935

My również parzymy kawę dla siebie w Phin. Codziennie rano zaparzam ją dla męża przed wyjściem do pracy, a dla siebie w późniejszej porze dnia. Kawa w ten sposób przyrządzona jest przepyszna, dość mocna i jedna filiżanka wystarcza, jak dla mnie, na cały dzień. Poniżej zamieszczam zdjęcie z Phin i przezroczystą szklaneczką, aby było widać jak skapuje kawa z filtra.

IMGP2940

Kawa z Phin jest niezwykle aromatyczna. Jednakże nie wynika to tylko ze sposobu parzenia. Zależy od sposobu przygotowania kawy. Mamy do wyboru różne grubości zmielenia, a sam proces wypalanie kawy też ma na to wpływ. Wietnamczycy dodają bowiem odrobinę tłuszczu maślanego, czy obecnie też oleje roślinne w czasie wypalania kawy, co ma znaczący wpływ na smak kawy. Najlepiej korzystać ze świeżo mielonych ziaren kawy w specjalnych młynkach, tak jak my lubimy najbardziej.

IMAG2052

Jednakże jeśli nie ma takiej możliwości w sklepach znajdziemy również bardzo dobrej jakości kawę o różnych stopniach zmielenia, niektóre pooznaczane cyframi 1,2, 3, 4 itp.

IMAG2794

Wietnamczycy piją kawę na różne sposoby, zarówno na ciepło, jak i na zimno. Piją ją zarówno czarną z Phin, lub czarną z mlekiem skondensowanym również z filtra – gorące latte, jak i z jajkiem lub mrożoną z dodatkiem lodu.

Gusta są różne. Ja osobiście uwielbiam wypić jedną filiżankę dość mocnej, małej czarnej, a z kolei mój mąż uwielbia mocną i słodką, jak w powiedzeniu kawa musi być czarna jak noc, mocna jak miłość i słodka jak kobieta 🙂 Oczywiście, odkąd mieszkamy w Wietnamie, rozkoszujemy się kawą zaparzaną w Phin.

Magia wietnamskiej zielonej herbaty…

Można zapytać w czym tkwi magia i sekret wietnamskiej zielonej herbaty, i jaki ma ona wpływ na życie codzienne w tymże kraju? Zapewne odpowiedzi jest wiele. Z moich obserwacji wnioskuję, że zielona herbata jest dla Wietnamczyka, a już zapewne tego z północy, bardzo ważna, a dla niektórych niemalże traktowana jak świętość. W niektórych domach traktowana z niezwykłym ceremoniałem. Jak mówi tradycja i legendy wietnamskie herbata powinna być przygotowywana z wody deszczowej lub kropelek rosy, które zbierano dawniej, przed wschodem słońca, z kwiatów lotosu.

a

Wietnamczycy uwielbiają pić zieloną herbatę. Jest ona dla nich częścią ich stylu życia. Każda uroczystość, wesele, spotkanie rodzinne, czy też z przyjaciółmi rozpoczyna się i kończy maleńką filiżanką zielonej herbaty. Stoi ona również w restauracjach o tradycjach wietnamskich, gdzie wchodząc można jej skosztować przed lub po posiłku. Towarzyszy ona Wietnamczykom po prostu wszędzie. Nawet w czasie spaceru, idąc ulicą, można przysiąść na maleńkim plastikowym krzesełku i napić się odrobiny zielonej herbaty.

Wietnam jest krajem, w którym znajduje się bardzo dużo herbacianych plantacji. W poszczególnych prowincjach uprawiane są różne jej gatunki.

b

e

Wszystkie prace na polach herbacianych wykonywane są ręcznie. Jest ona pielęgnowana i zbierana ludzkimi dłońmi.

d

g

Przechowuje się ją w suchym środowisku unikając dostępu światła oraz dostępu innych niż herbaciane zapachów.

Wietnamczycy wiedzą doskonale jakie walory zdrowotne ma zielona herbata. Jej pozytywne aspekty znane są w Azji od wieków. Zdają sobie oni sprawę, że napój ten chroni zdrowie, że ma działanie odchudzające ponieważ spala tłuszcz, chroni zęby przed próchnicą, wpływa korzystnie na choroby sercowo-naczyniowe, zapobiega wypadaniu włosów oraz dobrze działa na wygląd skóry. Herbata zielona jest wykorzystywana w profilaktyce antynowotworowej ze względu na zawarte w niej polifenole. Wykazuje się również efektem pobudzającym ze względu na zawartą w niej kofeinę. Ma też  działanie chłodzące dlatego wykorzystywana jest w czasie ciepłych dni w celach orzeźwiających. Zaobserwowałam, że kobiety w ciąży piją jej niewiele i doczytałam, że może zaburzać wchłanianie żelaza i dlatego zalecane jest umiarkowanie, a niekiedy wykluczenie jej z diety. Jednakże opinie są podzielone.

Jak wspomniałam wcześniej w Wietnamie występują różne rodzaje herbaty zielonej. Uzależnione jest to od regionu kraju, w którym występują pola herbaciane. Stąd można delektować się różnymi jej smakami.

c'

f

Inna będzie herbata pochodząca z północy niż z północnego zachodu, a jeszcze zupełnie o odmiennym smaku ta z prowincji centralnych. Aromat herbaty pochodzącej z gór, a nawet jej kolor będzie się różnił od tych gatunków, które pochodzą z wyżyn. W Wietnamie można wybrać herbatę zieloną w czystej postaci, bądź też np.: herbatę zielona jaśminową, lotusową, żeń-szeniową, ananasową i chryzantemową. Herbaty aromatyzowane powstają poprzez dodanie do zbiorów uprzednio zamarynowanych kwiatów. Ja osobiście miałam przyjemność delektować się herbatą lotusową i jaśminową. Obecnie zaprzyjaźniam się z Tra Hanh Thai Nguyen i Che Thai Nguyen pochodzące z regionów położonych powyżej Hanoi w stronę północy. Poniżej na zdjęciu widoczna jest pierwsza z nich.

i

Ceremonia parzenia i picia zielonej herbaty to,  jak wcześniej wspomniałam, dla niektórych Wietnamczyków rytuał, który ma przynieść spokój duszy i czynić człowieka szczęśliwym. A wspólne rozkoszowanie się nią oznacza szacunek wzajemny i świadczy o gościnności gospodarzy.

A co jest najważniejsze, kiedy przyrządzamy herbatę? Odpowiedź nie jest łatwa, gdyż w różnych regionach Wietnamu przygotowuje się ją odmiennie. Jednakże najważniejsza jest temperatura wody, ilość herbaty, którą użyjemy i czas parzenia. Temperatura wody nie może być zbyt gorąca, ani zbyt zimna. Dlatego dla większości herbat zielonych zaleca się stosowanie temperatury 75-98 stopni Celsjusza. Zaparza się najpierw małą ilością wody, a następnie douzupełnia kolejną jej porcją. Niektórzy robią to po 10-40 sekundach, a inni po 3 minutach. Czas parzenia herbaty uzależniony jest przede wszystkim od rodzaju herbaty, jej wieku i tego w jakim celu będzie ona spożywana. Nie ma jednej, złotej wskazówki. Raz zaparzoną herbatę można zalewać nawet kilkukrotnie. Każda gospodyni ma swój rytuał uzależniony od tego, jaka herbata smakuje domownikom i jaki efekt jest pożądany. Jeżeli poruszymy kwestię ilości herbaty, którą zaparzamy, to już z własnego doświadczenia wiem, że gdy użyjemy jej za dużo będzie gorzka, a gdy za mało to nie będziemy mogli poczuć jej smaku.

Czego potrzebujemy, aby rozkoszować się smakiem herbaty w taki sposób, jak czynią to Wietnamczycy? Niezbędny będzie czajniczek i maleńkie filiżanki. Te poniżej zaprezentowane są naszą własnością niedawno zakupioną i pochodzącą z tutejszych zakładów ceramicznych Bat Trang.

h

Warto popróbować różnych rodzajów herbat i różnych długości parzenia, aby znaleźć taką, która nam smakuje najlepiej. Na zdjęciu poniżej przygotowana przeze mnie herbata Tra Xanh Thai Nguyen, która odpowiada moim kubkom smakowym.

k

A jak najlepiej pić zieloną herbatę? Po prostu unieść filiżankę w dłoni i rozkoszować się zapachem herbaty, a następnie pić wolno, małymi łyczkami.

Aura jaką otoczona jest wietnamska zielona herbata jest niezwykła. Nie dziwi mnie to, że jest ona traktowana przez Wietnamczyków z namaszczeniem i jest bardzo ważnym elementem dnia codziennego. Ja sama, kiedy się nią raczę, czuję, że to magiczna chwila. Wietnamska zielona herbata jak dla mnie smakuje najlepiej. Zamierzam wciąż zgłębiać jej tajemnice i odkrywać ją wciąż na nowo i czuć magię, którą ona roztacza wokół siebie. I Wam Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy gorąco polecam skosztować, tym bardziej, że i w Polsce można odnaleźć zieloną herbatę z Wietnamu 🙂

Nasza chatka z piernika…

Mikołajki już za nami. Mam nadzieję, że spędziliście je przyjemnie, bo ja z moim mężem tak 🙂 Wzięliśmy udział w lekcji ozdabiania chatek z piernika, czyli Gingerbread House Decoration Class. Było spore zainteresowanie i udział wzięła spora grupa dzieci i dorosłych. Każdy bilet był zaplanowany dla jednego dziecka i rodzica. U nas to chyba ja byłam dzieckiem, tak przynajmniej stwierdził mój mąż 🙂

0

Na początku Pani prowadząca i specjalistka od pieczenia i ozdabiania chatek z piernika wyjaśniły, co będziemy robić. Następnie osoby obsługujące lekcję roznosiły domki, różnorodne elementy dekoracyjne i słodkie kremy do ozdabiania, zresztą bardzo smaczne 🙂

1

Po odliczaniu: trzy, dwa, jeden przystąpiliśmy do działania i samodzielnie dekorowaliśmy swoje chatki.

2

3

Muszę przyznać, że my ozdabialiśmy naszą chatkę z ogromnym zaangażowaniem i starannością. Uśmiech pojawiał się na mojej twarzy, kiedy zerkałam na mojego męża i obserwowałam z jakim skupieniem wykonuje swoją część pracy. Próbowaliśmy, aby nasza chatka była oryginalna i prezentowała się ładnie. Niektórzy nawet podpatrywali nasze pomysły 🙂

4

7

Po ponad godzinie zabawy, ze słodkimi dłońmi i ustami, byliśmy gotowi, aby zakończyć naszą pracę. Nasza chatka była ozdobiona, a my zadowoleni. Niektórzy z uczestników i obsługa wyrażali opinię, że nasz domek był najładniejszy, na co my po prostu się uśmiechaliśmy. Przecież to nie był konkurs, tylko zabawa, a jej efektem własne piernikowe cudo na Święta.

6

5

Spędziliśmy w sposób sympatyczny i owocny czas, z poczuciem zrobienia czegoś własnego i oryginalnego.

8

9 (1)

Nasza pachnąca, piernikowa chatka zainspirowała nas. Po powrocie z przejażdżki po mieście, przystąpiliśmy do ubierania choinki, którą dzień wcześniej, jak i dekoracje do niej, udało nam się szczęśliwie zakupić. Działanie mojego męża polegało na przygotowaniu światełek, zresztą tak jak i w domu rodziców, gdzie to tata zajmował się szykowaniem światełek, które miały znaleźć się na choince. Widać to kolejna nasza tradycja rodzinna 🙂 Uwielbiam ten moment, kiedy stroimy drzewko świąteczne. W tym roku nastąpił on bardzo szybko co prawda, ale dlaczego nie, skoro zapragnęliśmy szybko mieć choinkę, aby domek z piernika nie czuł się samotny? 🙂 My tym sposobem czujemy nastrój zbliżających się Świat Bożego Narodzenia. Nasz kącik świąteczny w tym roku wygląda tak:

10

Może mały, ale dla nas piękny i własny, z ładną dekoracją i ślicznymi światełkami zmieniającymi kolory.

Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku życzę Wam radosnego tygodnia i udanych przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia także, a może przede wszystkim, tych duchowych.

Koreańsko-wietnamski Festiwal Żywności i Kultury…

Zgodnie z zasadą, która przyświeca mi i mojemu mężowi, że trzeba poznawać i doświadczać w życiu jak najwięcej, wybraliśmy się wczoraj na koreańsko – wietnamski Festiwal Żywności i Kultury o oryginalnej nazwie Korea – Wietnam Food and Culture Festival.

_IGP2416

IMGP2314

IMGP2313

Festiwal odbywał się na Stadionie Narodowym Mỹ Định w Hanoi. Było mnóstwo osób odwiedzających, firm, hoteli, biur turystycznych i innych, którzy wystawiali swoje produkty lub proponowali konkretną ofertę. Interesujące było to, że wszyscy bawili się bardzo dobrze, o czym świadczyły uśmiechy i udział w wielu konkursach i pokazach. Można było skosztować unikalnych dań pochodzących z kuchni koreańskiej i wietnamskiej. Znalazła się wśród nich pho, czyli tutejsza zupa nieco przypominająca nasz rosół, a podawana z dodatkiem noodles, czyli makaronu a także wołowiny – phó bộ, kurczaka – phó, lub owoców morza – phó tóm, z samymi krewetkami phó hai sản. Bardzo ją lubimy, gdyż jest bardzo smaczna i rozgrzewająca.

IMGP2593

Ponadto  można było spróbować Tteokbooki – klusek koreańskich przyrządzonych z delikatnego ciasta ryżowego z dodatkiem ryby, lub mięsa, warzyw sezonowych, podanych na ogół ze słodkim sosem z papryczek chili. Było również przepyszne kimchi, które bardzo lubimy, ale nie wiedzieliśmy, że występuję pod wieloma postaciami przyrządzane z różnorodnych warzyw.

 

kimchi4

kimchi3

Oferowano również gimbap, czyli koreańską wersję sushi. Można było skosztować wietnamskiej bún cha, czyli dania składającego się z grillowanego mięsa wieprzowego, makaronu ryżowego, ziół, zieleniny i specjalnego sosu. Jest to danie bardzo popularne w Hanoi.  Były też przepyszne wietnamskie Spring Rolls, zwłaszcza świeże, choć są też smażone, podawane z sosem do maczania.

IMAG1736

Dla smakoszy grillowanych dań oferowano ośmiorniczki lub inne bardziej codzienne szaszłyki z mięsem i warzywami.

IMGP2343

Poza tym, że można było zjeść coś dobrego, skosztować koreańskich trunków, co i my uczyniliśmy, a nawet zakupiliśmy jedną nalewkę,

_IGP2382

_IGP2383

to również uczono chętnych, jak przyrządzać tradycyjne dania zarówno wietnamskiej, jak i koreańskiej kuchni. A co ciekawe i przypominające nasze dzieciństwo oferowano też watę cukrową i oranżadę w woreczkach 🙂 – pamiętacie taką Drodzy Czytelnicy ? :),

IMGP2350

a nawet cisto domowe, takie jak z polskiej kuchni.

IMGP2361

Na jedzeniu się festiwal nie kończył. Odbywały się różne zajęcia rekreacyjne typu gry intelektualne i sportowe, pokazy talentów, a nawet wystawiona była galeria obrazów.

_IGP2386

A i my czynnie braliśmy udział w zabawie.

_IGP2397

_IGP2377

Na szczęściarzy czekały różne nagrody i atrakcje.

_IGP2412

Ciekawostką były elementy świąteczne w postaci słodyczy, ciastek, pierników oferowane przez hotel Crowne Plaza 🙂

Christmas Cake Crowne Plaza

Prezentowały się one znakomicie.

Czas weekendowy to bardzo miły czas, gdy z moim mężem spędzamy ze soba więcej czasu i staramy się go wykorzystać jak najlepiej. Tym razem przed wyjazdem na motorku na zwiedzanie odwiedziliśmy Festiwal Żywności i Kultury koreańsko – wietnamskiej i bawiliśmy się świetnie. Udział w festiwalu był dla nas przyjemnością i czasem spędzonym owocnie. Zadowoleni i zainspirowani nowościami pojechaliśmy dalej…

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku życzę nam wszystkim pięknego i miłego tygodnia 🙂